Przyczajony tygrys rusza na łowy.
news
autorSzymon Firlik / 2016-11-14

Kilka tygodni temu selekcjonerem reprezentacji Chin został Marcelo Lippi. Informacja ta natychmiast obiegła cały świat. Największe zdziwienie wywołał nie fakt, że chińska federacja sięgnęła po tak uznanego szkoleniowca (choć już dość wiekowego i znajdującego się na uboczu światowego futbolu), a jego pensja. Według doniesień medialnych, doświadczony trener ma zarabiać na mocy trzyletniego kontaktu aż 20 milionów euro rocznie. Umowa ta pozwoliła mu na zajęcie pierwszego miejsca na liście najlepiej zarabiających trenerów. Nie jest to pierwsza przygoda Włocha z Państwem Środka – w latach 2012-2014 prowadził on drużynę Guangzhou Evergrande, z którą trzykrotnie wygrał ligę chińską i raz zwyciężył w rozgrywkach azjatyckiej Ligi Mistrzów. W klubie tym zarabiał jednak zaledwie 14 milionów euro rocznie. Trudno określić jakie wymagania ma wobec niego chińska federacja – szanse na awans do Mistrzostw Świata w Rosji są tylko matematyczne, w 2019 roku w Pucharze Azji Chińczycy też nie będą uchodzić za faworyta. Zatrudnienie Włocha pokazuje stałą tendencję w chińskim futbolu. Tendencję wydawania olbrzymich pieniędzy.

            Na początku bieżącego roku, liga chińska szokowała fanów piłki nożnej na całym świecie. Środki przeznaczane na zakup zawodników, bardzo często o uznanej marce, robiły spore wrażenie. Na tym jednak nie poprzestano – latem chińskie kluby również wydawały się nie mieć umiaru w wydawaniu pieniędzy. Dość powiedzieć, że na przestrzeni roku do Chin trafili m.in.: Hulk (za rekordową kwotę niemal 56 milionów euro do Shanghai SIPG),  Alex Teixeira (Jiangsu Suning, 50 milionów), Jackson Martinez (Guangzhou Evergrande, 42 miliony), Ramires (Jiangsu Suning, 28 milionów), Gervinho (Hebei China Fortune, 18 milionów), Graziano Pelle (Shandong Luneng, 15,25 milionów) czy Freddy Guarin (Shangai Shenhua, 13 milionów). Klubowi działacze nie szczędzili także pieniędzy na krajowych zawodników – niejaki Yangyang Jin został kupiony przez Hebei China Fortune za niemal 11 milionów euro. W porównaniu do wcześniej wymienionych zawodników nie wydaje się to być kwotą astronomiczną, Jin jednak nigdy nie zagrał w reprezentacji Chin w żadnej kategorii wiekowej, a według portalu transfermarkt jego wartość wynosi zaledwie 200 tysięcy euro. Podobnie prezentuje się sytuacja na zapleczu tamtejszej ekstraklasy – za 28-letniego bramkarza Lu Zhanga Tianjin Quanjian zapłacił prawie 10 milionów euro, podczas gdy transfermarkt wyceniał go na 100 tysięcy. Faktem jest jednak, że Zhang ma na koncie aż dwa mecze w pierwszej reprezentacji.

            Chińczycy planują także ekspansję na rynek europejski. Póki co ich najbardziej efektownym przedsięwzięciem jest kontrakt sponsorski z portugalską drugą ligą. Na jej mocy rozgrywki te zmieniły nazwę na Ledman Liga Pro (firma Ledman jest również sponsorem chińskiej ligi i całego związku piłki nożnej w Chinach), oprócz tego w tamtejszych klubach mają pracować piłkarze i trenerzy z Państwa Środka. Umowa ta wzbudziła wiele kontrowersji na całym świecie oraz w oczywiście w Portugalii, w której związek zawodowy piłkarzy wygłaszał opinię, że nikt z zewnątrz nie ma prawa decydować o ruchach personalnych klubu. Na razie powstał klub Oriental Dragons FC, który ma pomóc chińskim talentom w oswojeniu się z nowym krajem.

            Jak te wszystkie ruchy wpłynęły na rozwój i popularyzację piłki nożnej w Chinach? Faktem jest, że zdecydowanie wzrosła średnia frekwencja na stadionach Super League. Od 2015 roku na trybunach zasiada średnio o około trzy tysiące więcej kibiców niż we wcześniejszym sezonie – w sezonie 2014 na mecze przychodziło 18 756 osób (rok wcześniej było to 18 571), podczas kampanii 2015 już 21 892, a w ostatnim roku 24 146 – trzykrotnie więcej niż w naszej Ekstraklasie. Większą średnią frekwencją mogą pochwalić się jedynie ligi: niemiecka, angielska, hiszpańska, meksykańska, indyjska i włoska. Nie można jednak zapominać o potencjale – Chiny to przecież najludniejszy kraj świata, zamieszkuje je prawie półtora miliarda ludzi. Dodatkowo, stadiony zapełniały się statystycznie tylko w połowie. Wystarczy więc dobrze opakować tamtejsze rozgrywki – a i ten wymóg powoli jest spełniany, od tego roku mecze Super League transmituje Sky Sports – by kibice zarówno miejscowi, jak i z całego świata, zaczęli bardziej interesować się miejscowymi rozgrywkami. Chińska liga już teraz zalicza się do najmocniejszych na swoim kontynencie, kluby chińskie od kilku lat regularnie docierają przynajmniej do ćwierćfinału Ligi Mistrzów (liczącej, tak jak europejska, 32 drużyny). Wiadomo jednak, że azjatyckim drużynom sporo jeszcze brakuje do europejskich czy południowoamerykańskich. Starają się one ściągać zawodników o uznanych już nazwiskach, nie ma co ukrywać jednak, że są to piłkarze po trzydziestce, którzy najlepszy okres w grze mając już za sobą i na Wschód jadą wyłącznie skuszeni świetnymi zarobkami. Z drugiej strony, poziom miejscowych graczy pozostawia wiele do życzenia – w swej historii miejscowa reprezentacja tylko raz zakwalifikowała się na mundial (w 2002 roku, w rozgrywkach grupowych przegrała wszystkie trzy mecze i odpadła z mistrzostw z bilansem bramkowym 0:9), a obecnie zajmuje miejsce w okolicach ósmej-dziewiątej dziesiątki w rankingu FIFA. Oprócz tego problemem wydaje się być specyficzna kultura, na co wielokrotnie zwracali uwagę europejscy trenerzy i zawodnicy. Chińczycy chcą to zmienić i tworzą akademie oraz wysyłają swoich piłkarzy do europejskich akademii, dzięki czemu nauczą się oni wzorców zachodnich. Sama piłka nożna wydaje się być coraz ważniejsza dla Chin – we wszystkim są oni światową potęgą, nie tylko gospodarczą, ale także sportową. Futbol to ostatnia z najpopularniejszych dyscyplin, w której nie odgrywają one jednej z czołowych ról.

            Czy jednak liga chińska odniesie sukces na świecie? W obecnej chwili przypomina ona bardziej rozgrywki krajów arabskich czy Indii – prowadzone z rozmachem zabiegi marketingowe, transfery wielkich, choć trochę przebrzmiałych, gwiazd i krótkotrwałe zainteresowanie kibiców na całym świecie. Wydaje się jednak, że dla posiadających imperialistyczne pragnienia i nieliczących się z pieniędzmi Chińczyków nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania. Jeśli w międzyczasie nie zniechęcą się oni brakiem wyników lub futbol im się nie znudzi, możemy w następnych kilkunastu latach oglądać narodziny nowej piłkarskiej potęgi.

Sport Success